René Quinton - Człowiek, który zastąpił przetaczanie krwi

Inne preparaty

Start Krew nie woda ale czytaj...
René Quinton - Człowiek, który zastąpił przetaczanie krwi

Poniżej zamieszczamy przedruk artykułu z grudniowego i styczniowego numeru "Naturalnie Zdrowym Być".
Jeżeli chcesz wiedzieć więcej o naturalnych drogach do Zdrowia zamów doskonały biuletyn Poczta Zdrowia.

Bezpłatny newsletter Poczta Zdrowia jest polskojęzyczną wersją francuskiego newslettera Santé Nature Innovation. Dostarcza on informacji o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Są to zawsze najnowsze i w pełni wiarygodne wiadomości – potwierdzone wieloma badaniami naukowymi z całego świata. Wskazania i zalecenia dotyczące profilaktyki zdrowia są dodatkowo weryfikowane przez polskich lekarzy i farmaceutów, abyś zawsze miał pewność, że możesz nasze porady i propozycje suplementów stosować bez obaw także w naszym kraju.
Tekst pochodzi ze strony http://www.pocztazdrowia.pl/ © Poczta Zdrowia sp. z o.o. 

Ze względu bardzo dobrą jakość, dokładność i wagę prezentowanego materiału nie silimy się na wyszukiwanie i opracowanie swojego artykułu, tylko przedrukowujemy w całości "René Quinton Człowiek, który zastąpił przetaczanie krwi" - autor Pierre Lance.
Poczcie Zdrowia i Naturalnie Zdrowym Być
W imieniu swoim i wszystkich naszych Czytelników
Serdecznie Dziękujemy!

Sól z pradawnego morza
Sól himalajska


Rene QuintonRené Quinton
Człowiek, który zastąpił przetaczanie krwi

Ten człowiek ocalił życie tysiącom ludzi, w tym małym dzieciom.
Jego odkrycia mogłyby ocalić w dzisiejszych czasach kolejne tysiące.
A jednak wszystko toczy się tak, jak gdyby ów człowiek nigdy nie istniał.
„Ośrodki leczenia wodą morską”, założone przez René Quintona przed I wojną światową, działały w Paryżu, a także w Lyonie, Elbeuf, Nancy, Dunkierce, Pont-à-Mousson, Brest, Reims, Creil, Commercy, St-Denis, Dugny… oraz w Brukseli, Bougie, Aleksandrii...

W 1905 roku, gdy szerzyła się epidemia cholery, a umieralność niemowląt była ogromnie wysoka, w Paryżu podawano zagrożonym niemowlętom rocznie 100 tysięcy zastrzyków z „osoczem Quintona” (fr. plasma de Quinton). W Lyonie ta ilość dochodziła do 150 tysięcy rocznie. Paul Macouin napisał, że w tamtym okresie Lekarzy, którzy przepisywali zastrzyki z wody morskiej, było z każdym dniem coraz więcej, a Quinton szybko stał się sławny. Trzeba przyznać, że rezultaty przekraczały wszelkie oczekiwania, gdyż niemowlęta chorujące na cholerę udawało się wyleczyć w niemal każdym przypadku (…) W ten sposób tysiące niemowląt, uznanych przez szpital za nieuleczalnie chore, wyrwano z objęć pewnej śmierci.

WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ OD WĘŻA
René Quinton urodził się 15 grudnia 1866 roku w Chaumes-en-Brie (Seine-et-Marne, Francja) i umarł w Paryżu 9 lipca 1925 r. W jego pogrzebie wzięły udział wybitne osobowości z dziedziny literatury, nauki i polityki. Nie tylko dlatego, że dzięki swym odkryciom właściwości wody morskiej cieszył się międzynarodową sławą, ale również z powodu jego szczególnych zasług dla lotnictwa francuskiego. W roku 1927 marszałek Franchet d’Esperey zgłosił wniosek o wybudowanie pomnika na cześć Quintona w jego rodzinnej gminie. Pomnik stanął w roku 1931, a były premier Francji Paul Painlevé w swoim przemówieniu powiedział, że René Quinton pozostawił przyszłym pokoleniom swe dzieło, przykład i lekcję.
Spójrzmy, jak wyglądała wyjątkowa kariera tego niezwykłego człowieka.

Gdy Quinton miał 29 lat, pewnego pięknego jesiennego dnia miało miejsce zdarzenie, które ukierunkowało jego umysł w stronę burzliwych badań naukowych. Przebywał wówczas w należącym do rodziny domu w Burgundii, gdy do tegoż domu przyniesiono żmiję. Była odrętwiała z zimna i nie dawała żadnych oznak życia. Pod wpływem ciepła w pomieszczeniu zwierzę odzyskało jednak swój niebezpieczny wigor. To wydarzenie było w swej banalności i skutkach podobne do wody w wannie, której siłę wyporu odczuł Archimedes, lub do jabłka, które spadło z drzewa Newtonowi na głowę. Prawdą jest bowiem, że w umyśle karmionym nieustanną refleksją nad możliwymi przyczynami różnych zjawisk jedna zwykła obserwacja może nagle zrodzić pęk hipotez i stać się podstawą wielkiej teorii. Obserwacja tego węża, który dzięki zwykłej zmianie temperatur odzyskał żywotność, pogrążyła Quintona w morzu refleksji nad kwestią temperatury idealnej dla różnych organizmów żywych. Z tych refleksji powstało zupełnie nowe pojmowanie ewolucji gatunków.

OSOBLIWA DEDUKCJA
Rok później Quinton przedłożył w Instytucie zaklejoną kopertę, w której znajdowało się streszczenie jego teorii, opatrzone tytułem Les deux pôles foyers d’origine. Origine australe de l’homme (z fr. Dwa bieguny jako początek. Południowe korzenie człowieka). Była to osobliwa dedukcja zapoczątkowana wzrostem temperatury ciała żmii. Quinton wiedział, że na ziemi było niegdyś bardzo gorąco, że temperatura stopniowo obniżała się, zaczynając od biegunów. Wiedział też, że życie na ziemi pojawiło się dopiero wtedy, gdy temperatura spadła do około 44°C. Wywnioskował z tego, że życie narodziło się na biegunach ziemi i rozprzestrzeniało się stopniowo na pozostałe szerokości geograficzne planety, w miarę jak temperatura stawała się odpowiednia do potrzeb biologicznych organizmów. Temperatura obniżała się jednak nadal i bieguny pokryły się lodem. Gady i dinozaury, czyli pierwsze wielkie organizmy żyjące na Ziemi, migrowały w kierunku równika, szukając właściwego dla siebie środowiska termicznego. Te gady, które przeżyły na obszarach mniej gorących, zapadały w sen w porze zimnej i odzyskiwały żywotność tylko latem. Powstaje jednak nurtujące pytanie. Skoro organizmy żywe są tak bardzo zależne od temperatury otoczenia, jak wytłumaczyć fakt, że większość gatunków w znaczący sposób się zaadaptowała?
Odpowiedź Quintona była na tyle wyjątkowa, że zyskał miano „francuskiego Darwina”, gdyż jego teoria znakomicie uzupełnia teorię Lamarcka i Darwina.
Biograf Quintona, André Mahé, podsumował tę teorię następująco: …Niektóre gatunki, w obliczu stopniowego ochładzania się, utrzymały wysokie temperatury i prowadziły intensywne życie. Quinton wykazał, że to nie jest przypadek ani zjawisko naturalnej selekcji, ale że życie nie chce zaakceptować ochłodzenia wymuszanego przez środowisko.

Życie chce utrzymać swe komórki w takiej temperaturze, jaka pozwala im na maksymalną aktywność, czyli w tzw. temperaturze początkowej (z początków istnienia). Dlatego nabywa umiejętność wytwarzania ciepła, podwyższania i utrzymywania temperatury własnych tkanek wyższej niż temperatura otoczenia.

W tym celu ze starych organizmów tworzy nowe. Te stare, gasnące organizmy, o coraz słabszej aktywności komórkowej, porzucane są jak wrak wyrzucany na brzeg przez falę przyszłości, jako zaznaczenie etapów zmiany.

Musimy wybaczyć biografowi zdecydowanie zbyt antropomorficzne spojrzenie na „życie”. Życie, podobnie jak natura, nie jest „istotą” i niczego nie „chce”. Życie i natura to tylko wygodne określenia, których używamy do nazywania ogółu zjawisk biologicznych.
Powiedzenie, że „życie chce utrzymać komórki...”, nie ma sensu. To komórki, jako autonomiczne jednostki myślące, dobrowolnie łączą się ze sobą i tworzą złożone organizmy. To one chcą utrzymać środowisko wewnętrzne organizmów w stanie jak najbardziej sprzyjającym witalności. Co oznacza wspomniana hipoteza o ewidentnym buncie życia przed nieuchronnym końcem? Powtórzmy raz jeszcze, że „życie” nie może „chcieć”, życie nie jest istotą, ale przejawia się w istotach żywych. Jednak faktycznie istnieje bunt, każde żywe stworzenie instynktownie buntuje się przed śmiercią.

DOGMAT ZAKWESTIONOWANY
Teoria Quintona zachwiała obowiązującym wówczas naukowym credo. Przecież uważano wtedy za pewnik, że temperatura wszystkich ssaków wynosi między 37°C a 39°C, a temperatura ptaków między 41°C a 44°C. Używam słowa „credo” (z łac. wierzę), ponieważ nikt nie zadał sobie trudu, aby te temperatury sprawdzić.

Teoria Quintona zakładała, że dolna granica temperatury ciała ssaków wynosi 25°C, a ptaków 37°C. Ponieważ Quinton był prawdziwym naukowcem, więc postanowił to udowodnić. Na początku szukał poparcia wśród znanych uczonych, którzy, jak sądził, badali już ten temat. W pierwszej kolejności zwrócił się do Charlesa Richeta, słynnego fizjologa, autora książki La Chaleur animale z roku 1889. Historia ich spotkania jest warta uwagi. Uczony przyjął Quintona bardzo uprzejmie, uważnie go wysłuchał, a następnie wszystkie jego  twierdzenia zbił jednym ciosem, odpowiadając, że to zwykłe urojenia. Ponieważ Quinton upierał się przy swoim zdaniu, Charles Richet wstał, przybierając wyniosłą pozę nauczyciela, który stara się nieukowi wbić trochę wiedzy do głowy, wziął kawałek kredy i na tablicy w swoim laboratorium napisał: „Wszystkie ssaki mają temperaturę w granicach między 37° i 39°!”. To jeszcze nic – dodał „Proszę to przepisać sto razy”. Okrutne rozczarowanie!

Na szczęście René Quinton niedługo później dostał szansę swego życia. W tym samym okresie, gdy zderzył się z pogardą „hierarchów”, poznał wielkiego francuskiego lekarza i fizjologa, twórcę chronofotografii (z której później narodziło się kino).

Etienne-Jules Marey, gdyż o nim mowa, zajmował się badaniem zjawisk fizjologicznych. Wykładał historię naturalną w Collège de France, był członkiem Akademii Medycyny i Akademii Nauk. Był znanym i bardzo szanowanym uczonym. Miał 65 lat, gdy zjawił się u niego nieznajomy 30-latek, bez żadnych tytułów uniwersyteckich, który twierdził, iż odkrył mechanizm termiczny ewolucji gatunków uzupełniający teorię Darwina. Quinton wszedł na spotkanie do Mareya o 10.30, a wyszedł o 12.15.

Marey uległ. Wyznał mu z prostotą charakteryzującą ludzi wielkich: Od dwudziestu lat badam przemieszczanie się zwierząt i zastanawiam się, jak i dlaczego to osiągnęły. A Pan mi to właśnie wytłumaczył. Marey był zafascynowany teorią Quintona, jednak zdawał sobie sprawę, że trzeba jeszcze udowodnić jej prawdziwość. Powiedział więc młodemu badaczowi: Aby zbadać to, co jest opisane na tych trzech stronach, które mi Pan przedwczoraj przeczytał, jeden człowiek musiałby spędzić całe życie.

Wkładam termometr do zwierzęcych zadków, teraz mnie szanują!
Marey zrobił wszystko, aby pomóc Quintonowi w tej pracy. Wprowadził go w środowisko naukowe, tam, gdzie wszyscy chylili czoła przed tak szacownym człowiekiem jak Marey. Przedstawił Quintona panom Milne-Edwards i d’Arsonval, umożliwił mu kontakt z księciem Monako w sprawie badań bezkręgowców, udostępnił swoje laboratorium w Collège de France i umożliwił prowadzenie pomiarów kalorymetrycznych ssaków w Jardin des Plantes. Dzięki Mareyowi Quinton mógł nareszcie rozwijać swe badania w gigantycznym tempie.

Otrzymał stanowisko asystenta w Laboratorium fizjologii patologicznej na studiach w Collège de France. Podróżował do Anglii, Niemiec, Szwajcarii, Belgii i Egiptu, gdzie wyszukiwał takie gatunki zwierząt, które miały mu pomóc zweryfikować swoją teorię. Żartobliwie pisał do swego przyjaciela Guy de Passillé: Teraz moja sytuacja jest jasna. Wkładam termometr do zwierzęcych zadków i od razu mnie szanują!.

Quinton udowodnił, że temperatura ssaków nie mieści się wyłącznie w przedziale 37–39°C, jak utrzymywał Charles Richet, ale zaczyna już od 24°C. To temperatura graniczna, jaką stwierdził u dziobaków. Wśród ptaków również są gatunki, których temperatura ciała wynosi dużo mniej niż 41°C, mimo iż tak wówczas nauczano.

ZANURZONY W „ŚRODOWISKU WEWNĘTRZNYM”
Czy ten wspaniały sukces Quintona doprowadził do oficjalnego uznania jego teorii? Dobry żart...

To byłoby przyznaniem, że jakiś samouk miał rację, a cała utytułowana dyplomami kasta była w błędzie.
To byłoby również przyznaniem, że ci uczeni z dyplomami wypowiadali się na temat temperatury ciała zwierząt, chociaż nigdy tego nie zweryfikowali.
Bez szans!

To dlatego nigdzie na żadnym uniwersytecie we Francji nie znajdziesz takiej definicji prawa stałocieplności, jak ją sformułował René Quinton. Quinton definiował to prawo następująco: W obliczu globalnego ochłodzenia, życie, które jako komórka pojawiło się w określonej temperaturze, stara się utrzymać tę temperaturę początkową (w organizmach nieustannie w tym celu pobudzanych), aby utrzymać funkcjonowanie komórek na poziomie optymalnym. To prawo ma kapitalne znaczenie dla zachowania zdrowia ludzkiego, gdyż wyjaśnia lecznicze działanie gorączki.

Gorączka to nic innego jak manifestacja możliwości termicznych organizmu, który stara się podnieść swą temperaturę do poziomu jak najbardziej zbliżonego do słynnych 44°C (temperatura na początku biologicznego istnienia). Organizm robi tak po to, aby komórki mogły rozwinąć maksimum swych możliwości i zwalczyć infekcję.

Wzrost temperatury wewnątrz ciała to wspaniały mechanizm obronny organizmu, który jest w stanie wyleczyć niemal wszystko, pod warunkiem że nie przekroczy krytycznego punktu 44°C.

Quinton powołuje się na doświadczenie na króliku przeprowadzone przez Joyleta. Królik, który ma normalną temperaturę 39°C, po zakażeniu go wąglikiem szybko umierał. Jednak idealnie radził sobie z infekcją, gdy sztucznie podniesiono mu temperaturę ciała do poziomu 42–43°C (umieszczając go w wysokiej temperaturze otoczenia).

Był jeszcze lepszy przykład. Wiele lat później, podczas drugiej wojny światowej, pewien niemiecki naukowiec francuskiego pochodzenia, profesor Henri Lampert, sam u siebie wyleczył dur brzuszny za pomocą hipertermii. Następnie udało mu się zatrzymać epidemię tej choroby, która pojawiła się w niemieckich oddziałach na froncie wschodnim, gdyż nakazał żołnierzom długie kąpiele w temperaturze 43°. Później prowadził badania wraz z profesorem Goetze i razem udowodnili, że podwyższanie temperatury ciała jest skuteczne w walce z rakiem.

Swoje wyniki opisali następująco: Gdy temperaturę ciała podniesiemy sztucznie do poziomu 39°C, komórki złośliwe zaczynają słabnąć, a w temperaturze 42°C umierają. Za to komórki zdrowe z łatwością wytrzymują temperaturę ciała 43°C. Zagrożeniem dla zdrowych komórek jest dopiero temperatura około 45°C.

Gdy René Quinton gromadził dowody dotyczące temperatury początkowej (początków istnienia biologicznego), przyszła mu do głowy nowa hipoteza, iż środowisko wewnętrzne potrzebuje do życia również chemicznych warunków takich samych jak na początku istnienia.

NIEPODWAŻALNY DOWÓD
Skoro, jak rozważał Quinton, życie zaczęło się w morzu, to skład chemiczny wody morskiej powinien być idealny dla ludzkiego organizmu.

Przed Quintonem już Claude Bernard wykazał, jak niezmiernie ważne jest to środowisko płynne, gdyż pozwala utrzymać jednostce swą fizjologiczną autonomię. Claude Bernard pisał, że istnieje prawdziwe środowisko wewnętrzne, które pośredniczy między środowiskiem kosmicznym a materią ożywioną. Dotyczy to istot najwyżej rozwiniętych, ukształtowanych jako zbiór podstawowych organów. Stałość środowiska wewnętrznego jest warunkiem wolnego i niezależnego życia. Umożliwia to mechanizm, który w środowisku wewnętrznym zapewnia utrzymanie wszystkich warunków niezbędnych do życia poszczególnych elementów. To René Quintonowi przypadł zaszczyt uzupełnić tę tezę, precyzując, iż środowisko wewnętrzne (które nazywał „środowiskiem witalnym”) to po prostu woda morska.

Quinton twierdził, że woda morska jako jedyna łączy w sobie wszystkie fizyczne i chemiczne warunki pojawienia się życia i podtrzymania życia. Musiałby jeszcze udowodnić w sposób niepodważalny, że zwykła woda morska może bez negatywnych skutków zastąpić nasz podstawowy płyn wewnętrzny, czyli krew.


René Quinton stanął przed największym wyzwaniem w swoim życiu.
Musiał udowodnić, że zwykła woda morska może bezpiecznie zastąpić podstawowy płyn naszego ciała: krew…


PIES POZBAWIONY KRWI ODZYSKUJE SIŁY DZIĘKI WODZIE MORSKIEJ!
Quinton przeprowadził eksperyment na zwierzęciu.
Szczegółowo opisał to André Mahé:

Dzień pierwszy. Pies o masie 10 kg. Nie bacząc na aseptykę, z tętnicy udowej upuszczono mu krew w ilości 425 gramów, czyli jedną dwudziestą masy ciała. Trwa to 4 minuty. Odruch rogówkowy zanika. Gdy już nie da się wycisnąć więcej krwi, rozpoczyna się podawanie wody morskiej. Iniekcja trwa 11 minut, w ilości 532 cm3 wody morskiej w temperaturze 23°. Odruch rogówkowy powraca. Uwolnione zwierzę wykazuje znaczne osłabienie. Osuwa się na podłoże, udaje mu się co najwyżej podnieść. Skóra na karku po uciśnięciu nie wraca do normalnego kształtu. Zwierzę nie może chodzić, oddech jest dyszący i bardzo krótki. Zwierzę zostaje przykryte i leży bez ruchu.

Dzień drugi. Następnego dnia, 21 godzin od upuszczenia krwi, zwierzę chodzi. Czerwonych krwinek przed rozpoczęciem eksperymentu było 6 800 000, teraz spadły do 2 900 000. Hemoglobina spadła z 19 do 12. Te dane pokazują, że zwierzę straciło olbrzymią ilość krwi.

Dzień trzeci. Stan się zmienia, rana ropieje, pojawia się gorączka 40°. Ogromny smutek i ogromne osłabienie, stan wydaje się poważny. Znaczenie eksperymentu rośnie, gdyż problem jest następujący: czy osłabiony upuszczeniem krwi organizm, który otrzymał wodę morską, będzie w stanie w obliczu infekcji osiągnąć leukocytozę?

Dzień czwarty. Stan się przedłuża, jest tak samo poważny. Jednak analiza krwi pokazuje: czerwone krwinki 3 020 000, białe krwinki 24 000, hemoglobina 16. Czyli zaszła leukocytoza. Tego samego wieczora zwierzę zjada czterysta gramów mięsa. Później szybko wraca do zdrowia.(…)

A GDYBY WYKORZYSTAĆ KREW JASZCZURKI
Pięć lat później pies nadal żył. Niestety zmarł w wyniku wypadku, dlatego nie dowiedzieliśmy się, czy pełna transfuzja wody morskiej wpłynęłaby na wydłużenie życia. W każdym razie zwierzę po zakończeniu eksperymentu było bardzo ożywione. Podobny efekt uzyskiwano we wszystkich podobnych eksperymentach. Jak gdyby organizm znajdował w morskiej wodzie źródło większej witalności niż we własnej krwi.

„Osocze Quintona” (z fr. plasma de Quinton) to woda morska izotoniczna złożona z dwóch części wody morskiej pobranej z otwartego morza i pięciu części wody źródlanej filtrowanej.

Moi Czytelnicy już na pewno się domyślają, że „osocze Quintona” mogłoby zastąpić wiele transfuzji krwi, a tym samym zapobiec aferom z zanieczyszczoną krwią. Tymczasem w wiadomościach telewizyjnych wciąż słyszymy, że niedługo zabraknie nam krwi do transfuzji.

Quinton prowadził kolejne doświadczenia, w tym jedno absolutnie kluczowe. Tym razem wziął cały wachlarz próbek krwi pobranych od różnych zwierząt (żaby, jaszczurki, królika, psa, kury) oraz od człowieka. Chciał sprawdzić, czy białe krwinki są w stanie przeżyć we krwi rozcieńczonej wodą morską. To był pełny sukces! Dla Quintona było to kompletne potwierdzenie zakładanej hipotezy.

Badacz ogłosił prawo loi de constance marine, które w wolnym tłumaczeniu można określić jako prawo ciągłości morskiej. Jego wyjaśnienie jest następujące:

Życie zwierzęce w formie komórki rozpoczęło się w morzu, dlatego kolejno pojawiające się zwierzęta dążą do tego, aby budujące je komórki utrzymywać w ich pierwotnym środowisku morskim. Dzięki temu komórki mogą funkcjonować optymalnie.

Sól z pradawnego morza
Sól himalajska

PRAWDZIWY ODKRYWCA „MIKROELEMENTÓW”
Quinton kontynuował badania chemiczne wody morskiej na tyle, na ile pozwalały na to techniczne warunki ówczesnej epoki. To właśnie jego zasługą było wyodrębnienie siedemnastu rzadkich pierwiastków, których nie spodziewano się tam znaleźć. Quinton także jako pierwszy zwrócił uwagę na to, jak ważne są te rzadkie elementy. Dlatego to on był rzeczywistym odkrywcą „mikroelementów”, pojęcia obecnie uważanego za oczywiste.

Opisał to następująco: Większość tych pierwiastków ma niewielką masę, ale z interesującego nas punktu widzenia to zupełnie nieistotne. Nie mamy żadnych podstaw, aby stwierdzić, że którykolwiek element roztworu odgrywa w nim rolę drugorzędną. Niezależnie od tego, jak niewiele go znajduje się w roztworze. Zapis jako zero i ileś miejsc po przecinku w żadnej mierze nie świadczy o tym, które elementy są mniej ważne pod względem fizjologicznym. Jako absolutny dowód, że może być odwrotnie, należy uznać sole cezu. Znajdują się zarówno w wodzie morskiej, jak w organizmie, dostrzegalne wyłącznie w analizie spektralnej. Biologiczne znaczenie soli cezu jest równe znaczeniu chloru i sodu, które wchodzą w skład 84 – 90 procent soli w roztworze.

Nie ma żadnych dowodów na to, że cez lub inna nieskończenie mała sól nie pełni w wodzie morskiej lub w organizmie jakiejś roli niezbędnej do życia. Istnieje cała mikrochemia fizjologiczna, którą dopiero zaczynamy poznawać, a która niewątpliwie pokazuje, że niektóre elementy występujące w niezwykle małych ilościach są niezbędne do życia, wyłącznie w takich małych ilościach.

KSIĄŻKA, ŚMIERĆ I ODEJŚCIE W NIEPAMIĘĆ
To była wspaniała wizja człowieka, który wyprzedzał swoje czasy. Późniejsze badania wykazały, że jego myślenie było słuszne. Żyjący współcześnie biologowie są nim oczarowani, nawet ci, którzy nigdy o Quintonie nie słyszeli, lub ci, którzy drwili z właściwości „osocza Quintona”. To co w podejściu Quintona wybija się moim zdaniem na pierwszy plan, z filozoficznego punktu widzenia, to doskonałe rozumienie czegoś, co nazywam „genialnością komórki”.

Quinton lepiej niż ktokolwiek inny zrozumiał, że maleńka żywa komórka jest prawdziwym twórcą niezliczonej ilości form życia zasiedlającego powierzchnię Ziemi. Z tego punktu widzenia Quinton idealnie uzupełniał Lamarcka i Darwina, gdyż rozpoznał, co jest prawdziwym spiritus movens ewolucji.
Lamarck naświetlił kluczową rolę indywidualnej woli w gigantycznym ruchu biologicznego rozwoju.
Darwin tę rolę zminimalizował, a za kluczowy uznał dobór naturalny.
A Quinton wykazał, że to autonomiczna wola komórki organizuje cały świat ożywiony.

W marcu 1904 roku podstawowe dzieło Quintona (L’Eau de mer, milieu organique) zaprezentowano na posiedzeniu Akademii Nauk. Autor z uzasadnionych powodów dedykował książkę osobie, która mu bardzo pomogła. Etienne-Jules Marey, gdyż o nim mowa, zmarł w wieku 74 lat, na kilka tygodni przed ukazaniem się książki. Przyjemność zaprezentowania członkom Akademii Nauk dzieła napisanego przez genialnego samouka przypadła Edmondowi Perrier. Spotkało się z tak ogromnym światowym uznaniem, że wydaje się dziś zupełnie niezrozumiałe, dlaczego Quinton został zapomniany.

André Mahé tak opisuje medialny sukces: W dziennikach, tygodnikach, miesięcznikach i czasopismach naukowych ukazało się mnóstwo artykułów na temat prac Quintona. Przewertowanie ich (nie było mowy, aby je wszystkie dokładnie przeczytać) zajęło mi ponad tydzień. Od roku 1904 na całym świecie niemal bez przerwy ukazywały się ważne i obszerne teksty ogłaszające odkrycie „francuskiego Darwina”.

Na przykład w Stanach Zjednoczonych znalazłem dwadzieścia dwie pięknie wydane publikacje (wątpię, aby Quinton wiedział o wszystkim, co na jego temat opublikowano), w prasie w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles, Bostonie, San Francisco, Pittsburghu i innych.

Od Stanów Zjednoczonych, przez Paragwaj, Syjam i Islandię – nie było chyba kraju (albo były nieliczne), w którym nie wydano tej światowej antologii.

W październiku 1906 roku miało miejsce „wyświęcenie” przez środowisko naukowe. Streszczenie teorii Quintona zostało zaprezentowane w Institut de France, w trakcie uroczystego posiedzenia, w którym udział brało pięć akademii. Osobą prowadzącą był Albert Dastre, sekretarz Akademii Nauk i jeden z ulubionych uczniów Claude’a Bernarda.

Dastre’owi udało się ująć w jednym trafnym zdaniu to, co łączy i zarazem odróżnia Darwina i Quintona:
Darwin uczy nas, że formy zwierzęce podporządkowują się prawu adaptacji.
Quinton uczy nas, że życiem zwierząt kieruje opieranie się adaptacji.

PRZECIWKO ARMII SPRZEDAWCZYKÓW
Sława Quintona załamała się po pierwszej wojnie światowej. Powodów było kilka, jednak po przeczytaniu fragmentu książki André Mahé domyślam się, jaka była główna przyczyna.

André Mahé, biograf Quintona, napisał: Woda morska wprowadzona do organizmu musiała więc być potrzebna w tych wszystkich przypadkach, w których środowisko wewnętrzne było z jakiejś przyczyny wadliwe, np. z powodu zatrucia chemicznego, infekcji bakteryjnej, niewydolności któregoś narządu lub niedoborów żywieniowych.

W każdym razie tutaj Quinton stoi w zupełniej opozycji do Pasteura. Twórca mikrobiologii całe życie poświęcił badaniom nad mikrobami jako czynnikami patogennymi. Quinton bazował na ogólnej koncepcji fizjologicznej, wedle której organizm jest zdrowy, jeśli nie ma w nim żadnych zakłóceń.

Terapia proponowana przez Quintona miała skłaniać organizm do obrony przed chorobotwórczymi zarazkami.

Dzięki Pasteurowi medycyna miała surowice do bezpośredniej walki z tymi namnażającymi się w organizmie zarazkami.

Dzięki metodzie Quintona medycyna będzie miała sposoby, które pozwolą organizmom przeciwstawić się tym naruszającym równowagę czynnikom. Te sposoby dadzą organizmom żywym siłę, aby je zwalczyć.

ALE Z NIEGO „CHOJRAK”
Jestem pewien, że nasi Czytelnicy już wiedzą, o co chodzi. Główną różnicą między tymi dwiema metodami nie jest sposób prowadzenia terapii. Gdyby tak było, mogłyby się wzajemnie uzupełniać. Główna różnica jest natury ekonomicznej.

Dlatego zwycięstwo pierwszej metody było tak oczywiste, jak oczywista była skuteczność drugiej metody.

Dzięki surowicom Pasteura mógł powstać potężny przemysł zatrudniający armię sprzedajnych i posłusznych naukowców, zapewniający miliardowe zyski i radosne wejście na giełdę.

Osocze Quintona zapewniało prawdziwe zdrowie, ale nikt się na tym nie mógł wzbogacić. Dlatego było skazane na zapomnienie. Jednak dopóki Quinton żył, nie było łatwo go uciszyć. Ten „chojrak” miał równie dużo zapału, co inteligencji, a jego jedynym celem było ratowanie ludzi. Od chwili gdy zrozumiał, co wspaniałego z jego odkrycia może zyskać medycyna, sam postanowił zmierzyć się z chorobami.

Podawał wodę morską wielu umierającym pacjentom. Dla nich to była ostatnia szansa. Izotoniczna woda morska wyrywała ich ze szponów śmierci! Quinton znajdując się na chwilę w paryskim szpitalu, dowiedział się, że jest tam pacjent chorujący na dur brzuszny, w terminalnej śpiączce i prawdopodobnie w ciągu dnia umrze. Szpital chętnie przekazał Quintonowi pacjenta, gdyż nie dało się go już uratować. O godzinie 11 przed południem Quinton podał mu dożylnie 700 cm2 wody morskiej izotonicznej. Uprzedził pielęgniarki, że chory odzyska świadomość i będzie chciał pić, a może nawet jeść. Następnie wyszedł, zapowiadając, iż wróci około szóstej wieczorem.
Wszyscy patrzyli na niego jak na nawiedzonego.
Gdy przyszedł wieczorem, pacjent siedział na łóżku i zagadywał pielęgniarkę.
Jeszcze rano był umierający, a wieczorem żył i miał się dobrze!
To tylko jeden z wielu przykładów.

Spektakularne sukcesy były dla Quintona zachętą, aby zrealizować plan, o którym myślał już od dawna:
Ośrodki Leczenia Wodą Morską.

Sukcesów było coraz więcej. W lipcu 1906 roku wśród dzieci wybuchła epidemia cholery. W Rueil w żłobku przebywało wówczas 18 dzieci, czworo z nich umarło w ciągu kilku godzin. Na cholerę zapadło jedenaścioro dzieci, w jedną noc straciły ponad 2 kilogramy masy ciała, a nawet więcej.
Dyrektor szybko pojechał do Quintona i przywiózł osocze.

Obecny tam lekarz zlecił wykonanie iniekcji z wodą morską u ośmiu dzieci, uznając, że dla pozostałej trójki jest już zbyt późno, ich twarze już poczerniały.

Pielęgniarka jednak uznała, że niczym nie ryzykuje i podała zastrzyki również trójce umierających dzieci.
I miała rację.
Te dzieci również przeżyły!


Spektakularne sukcesy były dla Quintona zachętą, aby zrealizować plan, o którym myślał już od dawna.
Chciał stworzyć ośrodki leczenia wodą morską, w których można by wielu pacjentom podawać izotoniczną wodę morską. Pierwszy taki ośrodek powstał w Paryżu 26 marca 1907 roku, przy rue de l’Arrivée, niedaleko dworca Gare Montparnasse.
Później powstały kolejne. W tym samym roku dr Robert Simon napisał w swym ważnym dziele pt. Applications thérapeutiques de l’eau de mer (z fr. Lecznicze zastosowanie wody morskiej): Po zaledwie trzech latach doświadczeń nikt nie jest w stanie przewidzieć, gdzie w przyszłości ukażą się granice tej metody. Ostatnie testy (dotyczyły podagry, reumatyzmu, rwy kulszowej i kokluszu) dają nam prawo sądzić, że zakres jej zastosowania będzie się rozszerzał, a jej wszechstronne działanie zapewni jej miejsce bardzo ważne, być może wiodące wśród metod terapii, jakimi dysponuje medycyna.

Jednak pewne dwa niezwykle istotne wydarzenia zatrzymały René Quintona.

Sól z pradawnego morza
Sól himalajska

FASCYNACJA SAMOLOTAMI!
W roku 1908 Santos-Dumont i bracia Wright powtórzyli doświadczenie Clémenta Adera i pierwsze samoloty wzbiły się w powietrze. Byłoby przesadą powiedzieć, że leciały, to były co najwyżej pierwsze podrygi. Jednak Quinton to wizjoner, oczami wyobraźni szybko ujrzał rozkwit lotnictwa i uległ fascynacji tą dziedziną, w innych wywołującą wyłącznie niedowierzanie. Rzeczywiście dobrze przewidywał.

Do swego przyjaciela Corpechota napisał: Będziemy świadkami cudownych rzeczy. Człowiek nie tylko będzie umiał latać po niebie w maszynach cięższych niż powietrze, ale uda mu się utrzymać w powietrzu bez silnika, na zwykłym skrzydle. Z zapałem rzucił się w wir lotnictwa. Wszyscy wiedzieli, że Francja znalazła się w pierwszym rzędzie krajów, które przyczyniły się do rozwoju aeronautyki, zresztą nadal utrzymuje to zaszczytne miejsce.

Ale czy ktoś pamięta, jakie zasługi dla aeronautyki miał René Quinton?
Oto co napisał o nim słynny pułkownik Renard: W mojej pamięci na zawsze pozostanie wzruszające wspomnienie tych heroicznych czasów lotnictwa. Jeśli ktoś w tym nie uczestniczył, bardzo trudno mu uświadomić sobie, jak ogromną rolę pełnił René Quinton. Nic nie było w stanie go powstrzymać. Był w stanie pójść wszędzie, do urzędów państwowych, do rządu, do sponsorów. Przekonywał ich i uzyskiwał to, o co zabiegał.

Czy grzechem Quintona był nadmierny woluntaryzm i rozproszenie entuzjazmu? Być może byłby w stanie jednocześnie kontynuować obie drogi, gdyby nie wydarzenie ogromnej wagi o światowym zasięgu.

W roku 1914 wybuchła pierwsza wojna światowa. Mimo iż nie musiał, nie był w wieku poborowym, Quinton stanął do walki.

Niewątpliwie z powodu wysoce patriotycznej i walecznej kultury ówczesnej epoki, Quinton zapomniał, iż służyłby sto razy lepiej swemu krajowi, gdyby kontynuował prace naukowe.


Na wojnie był kilkukrotnie ranny. Po powrocie w roku 1918 zaangażował się w promowanie lotów szybowcami. Widział w tym prawdziwe laboratorium aerodynamiki, przyszłość samolotów przyszłości. Nadmiar zajęć i skutki wojennych ran spowodowały, że organizm Quintona wyczerpał się przedwcześnie. René Quinton zmarł na atak dusznicy bolesnej w dniu 9 lipca 1925 roku, miał 59 lat.

Kilku jego uczniów, w tym Jean Jarricot, starało się utrwalić jego dzieło. Jednak terapia wodą morską coraz bardziej odchodziła w niepamięć, a na pierwszy plan wyszły ślepo uwielbiane leki chemiczne. Moda na leki wyparła falę morską...

Czy Quinton na zawsze odszedł w zapomnienie?

Nie sądzę. Jesteśmy obecnie świadkami rewolucji o szerokim zasięgu. Ludzie są coraz bardziej zaniepokojeni, widzą afery medyczne i żywnościowe, wynikające z lekkomyślności i próżności „fanatyków” chemii.

Powrót do natury będzie się w XXI wieku rozszerzał i nic nie jest w stanie tego powstrzymać. Wierzę w to, że ludzie ponownie odkryją geniusz René Quintona oraz zbawienne właściwości wody morskiej, potężniejsze niż wszystkie sztuczki sprzedawców leków.

Morze i człowiek nie zmienili się od czasów Quintona ani od czasów Platona, który twierdził, że woda morska leczy wszystkie choroby.
Pierre Lance.

Sól z pradawnego morza
Sól himalajska